Tegoroczna sesja mnie wykończyła. Nie lubię interny. Wpisuję ją na listę specjalizacji w których siebie nie widzę (przynajmniej nie jako szczęśliwego człowieka). Walczy ona aktualnie o III miejsce z chirurgią...sama nie wiem - co bardziej mnie przeraża, czy wizja opanowania dużego Szczekla (i innych podobnych objętościowo pozycji), czy stanie długie godziny przy stole operacyjnym i wiążące się z tym żylaki :P. Będąc chirurgiem ..przynajmniej nie musisz umieć (za dobrze :P ) odczytywać EKG - a to już coś :D
Ale dobra zbytnio mnie rozpraszają rzeczy w tej chwili nieistotne. Mam przecież cel - 170 pkt. Zamysł piękny. Ale jak z wykonaniem...? Chciałam sprawdzić na ile mnie stać - tak bez przygotowania (pomijając ten exam z interny :P). Rozwiązałam jeden z LEPów (strona internetowa http://mylep.pl/ - serdecznie polecam!) - i się przeraziłam - 80 pkt na 200, które udało mi się zdobyć - ostatecznie przekonało mnie, że nie tylko zamysł piękny ale i cel słuszny -by w końcu wziąć się w garść .
Zanalizowałam wynik - najbardziej zdemotywowało mnie to, że mój wynik z działu "orzecznictwo" był lepszy niż z chirurgii (WTF ?!), którą mam już chyba od 3 roku...i z której jest chyba z 3x wiecej pytań na LEKu
. I tak właśnie dochodzimy do sedna problemu - o ile z interny, pediatrii czy psychiatrii coś tam czaję... o tyle chirurgia, ginekologia czy anastezja to dla mnie czarne magia. Czas nabrać choć minimum ogłady w tych dziedzinach. :P
Postanowiłam zacząć od gineksów. Przejrzałam dziś nieśmiało Brębowicza i Dudenhausena - ten drugi wyglada na książkę zdecydowanie bardziej przyjazną zielonemu studentowi (wiadomo, wiecej obrazków :D :D). Tak więc Brębowicz puki co idzie spać na półkę, a mój plan na dziś - to I rozdział z Dudenhausena :D. (Fizjologia) Ilość stron : 17.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz